Kiedyś nie było fotelików i wszyscy żyjemy- tak zaczyna swoją wypowiedź każdy, kto fotelik uznaje za fanaberię, za znak „chorych” czasów, za marnotrawienie pieniędzy, za pompowanie zysków ich producentom. I rzeczywiście: wasze mamy, teściowe, sąsiedzi, wujkowie, dziadkowie, panie ze spożywczaka i kontestatorzy światowego konsumpcjonizmu- oni wszyscy mają rację. Szach mat. Rzut za trzy. Ręka, karny, pierwszy strzelam. Nie do podważenia jest przecież fakt, że:

a) żyją,
b) nie jeździli w fotelikach.

Czyli mamy gasić światło? Grupka chorych na głowę blogerów z nikomu niepotrzebną fotelikową misją ratunkową? A może to opłacani przez koncerny fotelikowe „eksperci”? Podnoszą jakieś wielkie larum, kiedy każdy we wsi wie- KIEDYŚ FOTELIKÓW NIE BYŁO I WSZYSCY ŻYJEMY?

Przeczytaj uważnie: „Kiedyś nie było fotelików i jak widzisz- nie żyję.”– to zdanie, którego na pewno nie usłyszysz, bo umarli głosu nie mają. No chyba, że sięgacie po takie płyny, po których można różne rzeczy słyszeć, widzieć…. sami wiecie. Do czego zmierzam: pogratulujcie swojej babci, cioci lub koleżance, gdy po raz kolejny powiedzą, że przeżyli bez fotelika- niektórzy nie mieli tyle szczęścia. Dlaczego?

FAKT 1:  W 1981 w wypadkach drogowych zginęło 496 dzieci. W zeszłym roku (2017) zginęło ich 56. Szokujące? Prawie 10 razy mniej ofiar śmiertelnych wśród dzieci? Wyobraźcie sobie, że rokrocznie zamiast dwóch klas, ginęła cała podstawówka!

FAKT 2: Jeśli powyższe jest dla was hardkorem, to dodajcie do tego info, że na drogach jest obecnie 8 razy więcej aut. I to aut, które poruszają się szybciej. Aut, w których siedzą ludzie bardziej zabiegani, wiecznie spóźnieni, często rozmawiający przez telefon czy wpatrzeni w nawigację. Tymczasem o prawie 90 % spadła liczba ofiar wypadków drogowych wśród dzieci. Cuda?

No raczej nie. Po prostu w latach słusznie minionych, położony luzem dwulatek czy siedzący bez pasów kilkulatek ginął lub doznawał obrażeń przy byle kolizji. Ale z uwagi na to, że nie było wtedy tak błyskawicznych i wszechobecnych mediów, które dziś tak chętnie kolportują każdą ludzką tragedię, ludzie zwyczajnie nie wiedzieli, że takie wypadki miały miejsce.

FAKT 3: Kiedyś latarnik zapalał wieczorem latarnie uliczne- bo nie było elektryczności, wodę naciągało się ze studni- bo nie było wodociągów, wysyłało się gońców z listami, bo nie było telefonów komórkowych, a do tego szkoła była kosztowna więc i ludzie często niepiśmienni. Wobec tych, którzy twierdzą, że kiedyś sobie radzono bez fotelików, należy zadać pytanie, czy w związku z tym, mamy przestać się golić elektryczną maszynką, wysyłać MMSy ze smartfonów i jeździć samochodami? Bo przecież kiedyś tego nie było i jakoś sobie radziliśmy.

Jak widać za tekstem „Kiedyś nie było fotelików i jakoś żyjemy” jest już tylko ściana. I dwie drogi.

Albo mówienie, że ściana jest super- zimna, twarda, stateczna i nieprzejednana.

Albo powstanie z czworaka, żeby sobie uświadomić, że to podłoga.

Wiele osób, które nie negują samego faktu korzystania z fotelika, są ogólnie nastawione do tematu sceptycznie finansowo lub/i nie przywiązują do tego należytej uwagi. Twierdzą, że to przerost formy nad treścią. Że skoro ktoś dopuszcza do sprzedaży fotelik za 150zł to przecież na pewno jest bezpieczny tak samo jak ten za 1500 zł. O tym, że to oczywista bzdura, napiszę w innym tekście, dziś oględnie, wręcz statystycznie. Spójrzmy zatem, jak wygląda oszczędzanie na foteliku:

fot. GazetaLubuska.pl

Powyżej zdjęcie popularnego, taniego fotelika po silnym czołowym zderzeniu. 3,5 latek w stanie ciężkim. Jak widać, uprząż została wyrwana razem z tylną ścianą fotelika. Widać również, że fotelik ten nie ma żadnych materiałów energochłonnych pod tapicerką- tylko plastikową skorupę. Jeśli mieliście kiedykolwiek w rękach porządny kask narciarski lub motocyklowy, to powinniście skojarzyć, że to powyżej- to trochę za mało.

Jedźmy zatem dalej.

Sprawa pierwsza- wózek. Wielu rodziców traktuje temat jak świętego Graala rodzicielstwa, odwieczny symbol tju-tjania nad słodkim maluszkiem.

Dlatego- wózek musi być wypas, nowoczesny lub retro, amortyzowany, koła terenowe lub slicki, regulacja pochylenia, duża budka, mała budka, metalik, mat, kameleon, uchwyt na torbę, butelkę… STOP!

WÓZEK: przemieszczanie z punktu A do punktu B.

FOTELIK: przemieszczanie z punktu A do punktu B w sposób chroniący przed śmiercią lub kalectwem.

Widać różnicę? A no właśnie.

Sprawa druga- według badań przeprowadzonych przez Britax1 prawie 70% ankietowanych więcej pieniędzy wydało na telefon czy tablet, niż na fotelik dla własnego dziecka! Widać wyraźnie, że rola fotelika w psychicznej strefie komfortu człowieka jest wypierana. Ludzie podświadomie- takie mam wrażenie, nie przejmują się tematem, bo uważają, że ich na pewno problem wypadków drogowych nie dotyczy.

Rodzice mówią często: ja jeżdżę przepisowo, ostrożnie, uważnie, rozsądnie. Ale zapominają o tym, że inny kierowca już niekoniecznie tak jeździ. Wsiadając do auta nie wiemy kogo, ani jakie nieprzewidziane sytuacje spotkamy na drodze.

W Polsce nie prowadzi się statystyki, na temat tego, w jakiej odległości od domu doszło do wypadku. Jednak tajemnicą poliszynela jest, że do większości wypadków dochodzi w odległości nie większej niż 20 minut od domu. Potwierdzają to także eksperci zajmujący się tematem na co dzień. Za wypadki na znanych nam i krótkich trasach odpowiedzialne jest rutynowe podejście kierowców do prowadzenia auta. Znany teren daje złudne poczucie bezpieczeństwa i przestajemy się koncentrować.2 Niestety- to sprawia, że rodzice często rezygnują z zapinania dziecka w foteliku na krótkich trasach. Bo to tylko kawałek do przedszkola, do szkoły, bo powoli, bo szkoda czasu. To co używane jest za argument usprawiedliwiający, w rzeczywistości jest pobożnym życzeniem. W drodze do szkoły nad autem nie rozpościera się kapsuła nieśmiertelności. Działają wszystkie prawa fizyki, a każda podróż z niezapiętym w foteliku dzieckiem, to igranie ze śmiercią. Zresztą zerknijcie na tego małego Copperfielda:

Dlatego trzeba sobie uświadomić, że fotelik samochodowy, to element bezpieczeństwa biernego podobnie jak pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne czy aktywne zagłówki. Jednak wymienione systemy są dostosowane do wzrostu i budowy ciała dorosłego. Zatem zakup odpowiednio dobranego do samochodu, porządnego fotelika, to nie tyle kwestia podnoszenia bezpieczeństwa dziecka, co wyrównywanie tego poziomu z tym, który oferowany jest dorosłym. Jednocześnie, podobnie jak wymienione elementy, fotelik po każdej kolizji musi być bezwzględnie wymieniony na nowy. Podczas kolizji fotelik przyjmuje na siebie energię, która może dokonać osłabienia jego mocowań, spowodować mikropęknięcia czy odkształcenia, niewidoczne gołym okiem. Te z kolei mogą sprawić, że za drugim razem, fotelik po prostu nie zadziała tak jak należy. Podobnie jak z poduszką powietrzną- nikt nie pakuje jej z powrotem do środka i nie wkłada nowego ładunku wybuchowego, lecz po prostu wymienia cały element na nowy.

Gdzie kupować fotelik? Najlepiej stacjonarnie w wyspecjalizowanym sklepie, w którym sprzedawca nie wciśnie wam fotelika wziętego prosto z półki, tylko najpierw przymierzy go do waszego samochodu i dziecka. Kupowanie przez internet fotelika pozwala wprawdzie na jego zwrot, jednak jego dopasowanie bez elementarnej wiedzy w tym zakresie, może być ciężkie za drugim czy nawet trzecim podejściem. Albo po prostu- nie będziemy nawet świadomi, że fotelik ten nie pasuje. Stąd warto podjechać do ludzi, którzy mają doświadczenie w temacie i znają mnóstwo użytecznych patentów.

W kontekście fotelików, trzeba sobie uświadamiać jeszcze jedną statystykę. Niestety- Polska stanowi czarną plamę na mapie Europy jeśli chodzi o wypadki drogowe. W 2016 roku na 100 wypadków drogowych ginęło 9 Polaków. To NAJWYŻSZY wskaźnik w całej Unii Europejskiej. W Szwecji czy Hiszpanii wskaźnik ten wyniósł nieco mniej niż 2 osoby na 100 wypadków, zaś w Austrii i Niemczech: 1. Jednocześnie w Polsce ogółem zginęło tylko niecałe 200 osób mniej niż w Niemczech. Co to oznacza? Oznacza to, że gdyby w Polsce wskaźnik zabitych na 100 wypadków drogowych osiągnął poziom niemiecki, to w 2016 roku zginęłoby na polskich drogach nie 3026 osób, a 336 (2690 mniej ofiar, 9 razy mniej).3 Czy to nie jest wystarczająco alarmujące, żeby dbać o bezpieczeństwo 9 razy bardziej?

Kamil, autor bloga:

Przypisy:
1) raport State of Safety Britax: https://www.britax.co.uk/on/demandware.static/-/Sites-Britax-EU-Library/default/v0bfbf92719782b1cb97adf5bcf1532045c2ac4b1/Files/Britax_StateOfSafety_2015.pdf?version=1.512.050.095.000 (dostęp 12.09.2018 r.)
2) Zbigniew Weseli, Dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault dla: https://moto.onet.pl/aktualnosci/wiekszosc-wypadkow-blisko-domu/r7v19d2 (dostęp 12.09.2018 r.)
3) Statystyka policyjna za 2017 r.: http://statystyka.policja.pl/download/20/273613/Wypadki2017.pdf (dostęp: 15.09.2018 r.)