Sezon letnich wyjazdów dobiega końca. Nieliczni z was wybiorą się jeszcze na urlop we wrześniu. I jak wiadomo, w sezonie letnim, w sezonie urlopowym dużo mówi się o bezpieczeństwie dzieci. O bezpieczeństwie nad wodą, o ochronie przeciwsłonecznej, o zaginięciach. Zdarzają się wypadki, o których jest bardzo głośno. Mówi się o utonięciach, o tym, że dziecko zaginęło w dużym skupisku ludzi, że wypadło z okna na którymś tam piętrze. Ale w tym wszystkim nie mówi się o bezpieczeństwie dzieci w samochodzie. A może mówi się, ale nie w mass mediach. A to właśnie one nakręcają temat.

Nie mówi się o tym w telewizji, w wiadomościach ciężko szukać takich informacji, dlatego my po raz kolejny podejmujemy temat bezpieczeństwa dzieci w samochodzie. Zwłaszcza teraz, gdy kończą się powroty z wakacji i zaczynają codzienne podróże do przedszkoli i szkół.

Co raz się zobaczy to się nie zapomni

Nieskromnie powiem, że mam świetny pogląd na sytuację. Każdego dnia zawożę i odbieram córkę z przedszkola. Do tego mieszkam naprzeciw szkoły podstawowej i widzę rodziców przywożących swoje dzieci. I naprawdę, bez ściemy mam ochotę powiedzieć nie raz „CO JA PACZE!?”. Co się raz zobaczyło to się nie od-zobaczy, niestety. Nie raz mam ochotę podejść do rodzica i powiedzieć „człowieku, co ty robisz?”. To co obserwuję każdego dnia nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem dzieci. Widzę raczej igranie z losem.

I nie rozumiem rodziców, którzy mówią, że:
– Ty tylko kilkaset metrów/kilka kilometrów.
– Ma już 130 cm wzrostu, nikt nie zauważy jak będzie bez fotelika.
– W jego klasie to obciach jeździć w foteliku, dlatego ma poddupnik.
– Ale czemu ma nie jechać z przodu?

Naprawdę lubicie tak kusić los? Najwięcej wypadków zdarza się najbliżej domu, na dobrze znanych trasach, na których tracimy ostrożność i koncentrację. 130 cm to nie jest bezpieczny wzrost do tego, by rezygnować z fotelika. Skoro przepis mówi o 150 cm to chyba po coś taka granica została postawiona. Obciach? Fajnie, że w waszej rodzinie o bezpieczeństwie decyduje dziecko, brawo. Z czemu nie z przodu? Bo z tyłu jest bezpieczniej dla dziecka, bo poduszka powietrzna może dziecku wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

I choć nauczyłam się, by nie dawać rad ludziom, którzy o to nie proszą, to wierzę w to, że na ten tekst trafią osoby chcące wiedzieć co jest dobre dla ich dziecka. I, że te osoby wyciągną wnioski z tego co przeczytają. I właśnie dlatego zebrałam dla was kilka zasad dotyczących bezpieczeństwa w samochodzie.

Zasady bezpiecznej podróży samochodem:

  1. Dziecko jedzie w foteliku samochodowym dobranym przez specjalistę do dziecka i do samochodu.
  2. Dziecko ma poprawnie zapięte pasy uprzęży wewnętrznej (grupa I i II – w zależności od modelu fotelika) lub pas samochodowy (grupa II i III), nawet gdy do przejechania jest tylko kilkaset metrów.
  3. Grube kurtki należy zdjąć z dziecka, aby pasy mogły przebiegać po ciele w odpowiednich miejscach.
  4. Dziecko przewożone jest na tylnej kanapie, w miarę możliwości w foteliku zamontowanym na środku, lub po stronie pasażera dla bezpieczeństwa podczas opuszczania pojazdu.
  5. Podczas jazdy samochodem nie podajemy dziecku śniadania, jeśli nie zdążyło w domu to niech zje w przedszkolu/szkole.
  6. Fotelik należy zamontować w samochodzie zgodnie z instrukcją producenta.
  7. Poddupnik NIE JEST i nigdy NIE BĘDZIE spełniał swojej roli tak jak fotelik samochodowy.
  8. Plecak nich jedzie w bagażniku, nie obok dziecka.

Naszła mnie refleksja

I powiem wam, że bardzo mi jest smutno z tego powodu, że tak mało rodziców zdaje sobie sprawę z tego jak ważny jest odpowiedni fotelik. Widok cztero- i pięciolatków na poddupnikach, na przednim fotelu sprawia, że jest mi smutno, a rodziców mi żal. Po prostu żal. I choć widzę coraz więcej przedszkolaków jeżdżących tyłem, to nadal jest to znikomy odsetek. Jednak ci rodzice wiedzą co robią. Jest mi żal tych dzieci, których rodzice tak szybką chcą pokazać światu jak duże jest ich dziecko, że rezygnują z fotelika. Rezygnują z bezpieczeństwa, ale w imię czego? Szpanu? Pochwalenia się przed innymi? „Hej patrz, a mój synek to już nie musi mieć fotelika, taki z niego duży chłopiec. Nie to co twój, taki pozapinany i ubezwłasnowolniony”. I żal mi właśnie dzieci, bo one często nieświadome będą za kilkanaście lat powielać te błędy. I mówię tu o dzieciakach w wieku przedszkolnym. Bo w szkole, oj w szkole to już inna rozmowa. Dzieci są okrutne, bo niestety tak je wychowujemy. Takie zbieramy żniwo nie poświęcając im czasu, nie rozmawiając, nie tłumacząc dlaczego jest tak, a inaczej jest źle. Dla świętego spokoju pozwalamy jeździć bez fotelików, bo inaczej koledzy się śmieją. Wiecie co, ja mam to głęboko. Niech się śmieją. Ale ja swojemu dziecku będę do znudzenia tłumaczyć na czym polega bezpieczeństwo w samochodzie. I nie ugnę się pod prośbami i błaganiami o to, żeby odpuścić jazdę w foteliku.

A do was nam wielką prośbę kochani. Mówcie głośno o tym, co jest bezpieczne. Pokazujcie to, dajcie dobry przykład. Im więcej nas będzie, tym większa szansa na dotarcie do tych osób, które jeszcze nie popełniły błędów przewożąc dzieci w nieodpowiedni sposób.

Marta, autorka bloga